Anna Szymska: — Zawsze jest czas na zdrowe odżywianie
- Dla kogo jest ten artykuł? • dla tych, którzy chcą zrzucić latem zbędne kilogramy • dla wielbicieli lodów i innych słodkości • dla wielbicieli fast-foodu • dla zwolenników diety śródziemnomorskiej
- Co zyskasz, gdy go przeczytasz? • praktyczne rady, jak latem zmienić na lepsze swoje nawyki żywieniowe • wiedzę, czym różni się słowo ‘dieta’ od terminu ‘zmiana nawyków żywieniowych’
- Kluczowe słowa i tematy • dieta • nawyki żywieniowe • otyłość • operacje bariatryczne • fast-food • dieta śródziemnomorska • lato
— Lato to świetny czas na zmiany, także stylu życia i odżywiania się. Oferuje przecież bogactwo świeżych warzyw i owoców, z których możemy wyczarować lekkie i sycące dania — mówi mgr Anna Szymska, dietetyk z Poradni Dietetycznej w Miejskim Szpitalu Zespolonym w Olsztynie. A poza tym jest o tym, że dieta to nie zawsze zmiana nawyków żywieniowych, o edukacji, fast-foodach i o zdrowej relacji z jedzeniem.
— Czy wakacje to dobry czas na rozpoczęcie diety? Te lody, te gofry z bitą śmietaną bardzo kuszą… Tak samo jak wieczorne wyjścia i uczty w restauracjach…
— Zawsze jest dobry czas na zmianę nawyków żywieniowych. Warto też pamiętać, że słowo ‘dieta’ z reguły działa na pacjenta jak czerwona płachta na byka — dlatego go nie lubię. To słowo wiąże się z restrykcjami, rygorystycznym podejściem do produktów spożywczych i ich spożywania i już na wstępie powoduje zniechęcenie. Poza tym ‘dieta’ — to generalnie sposób, w jaki się odżywiamy. Dlatego wolę sformułowanie ‘zmiana nawyków żywieniowych’ lub ‘zmiana stylu życia’. I na takie zmiany moim zdaniem każda pora roku jest dobra. A lato jest najlepsze — bo to przecież ono oferuje bogactwo świeżych warzyw i owoców, z których możemy wyczarować lekkie i sycące dania: sałatki warzywne, koktajle owocowe, koktajle owocowo-warzywne, kolorowe kanapki. Latem możemy też przygotować mrożonki lub kiszonki na kolejne pory roku.
— No, a te gofry, lody…?
— Pamiętajmy, że najlepszy jest umiar i zachowanie równowagi: 80% dla ciała i 20% dla ducha. Zatem jeśli w ciągu tygodnia jemy cztery czy pięć posiłków dziennie, które są zbilansowane, bogate w warzywa i produkty zbożowe, w wartościowe białko i dobre tłuszcze — to jeden gofr, niechby i razem z bitą śmietaną, i jedna porcja lodów w tygodniu nam nie zaszkodzą. Gorzej, gdy te gofry i lody stanowią sedno naszych posiłków — gdy jemy je od śniadania poprzez obiad do kolacji. A poza tym — przecież zawsze mamy alternatywę: zamiast gofra z bitą śmietaną — gofr z owocami. Zamiast lód w wafelku — lód w kubeczku. Zawsze uczę swoich pacjentów, że nie ma produktów zakazanych — że znacznie ważniejsza jest nauka zdrowej relacji z jedzeniem.
— To jeszcze poproszę o radę na te wieczorne biesiady, bo letni wieczór, jak wiadomo, może trwać dość długo…
— Jeśli planujemy wieczorne wyjście połączone z wizytą w restauracji, możemy w ciągu dnia zjeść troszeczkę mniej i zadbać, by nasze posiłki były lżejsze. Wtedy, w czasie tej obiadokolacji możemy pozwolić sobie na więcej. Pamiętajmy też, zwłaszcza przy deserach, że pierwszy kawałek smakuje tak samo jak drugi. Jeśli już zatem zjedliśmy ten kawałek sernika, to po co nam kolejny? Przecież już wiemy, że był smaczny…! Moi pacjenci właśnie z tym mnie kojarzą: „gdy sięgałem po drugi kawałek szarlotki, to oczyma duszy widziałem jak pani do mnie mówi — pierwszy kawałek smakuje tak samo jak drugi! No to sobie z niego zrezygnowałem. I byłem z siebie zadowolony”. A to przecież właśnie o tę pozytywną relację z jedzeniem chodzi.
— Czyli nie powinnam jeść dwóch krówek do kawki, bo ta druga krówka smakuje tak, jak pierwsza…?
— Dokładnie.
— Czyli mogę zjeść jedną krówkę, a drugą zamienić na ptasie mleczko — bo ono smakuje zupełnie inaczej niż krówka…
— Właśnie na tym polega żywieniowy „haczyk”. Sałatka wielokolorowa, z różnych warzyw zadziała na nas znacznie lepiej niż sałatka jednokolorowa — tej wielokolorowej zjemy po prostu więcej. Czerwona papryka, pomidor i do tego rzodkiewka — bardzo to monotematyczne. Ale te same trzy warzywa z domieszką ogórka, sałaty, marchewki — i już automatycznie robi nam się na talerzu kolorowo i mamy ochotę zjeść tego więcej. Dlaczego niby pewne drażetki są kolorowe? No, bo chcemy spróbować każdego koloru! I z jednego cukierka robi nam się sześć, z których wszystkie mają ten sam smak, ale grunt, że kolor jest inny. To samo jest na rodzinnych imprezach: z talerza wypełnionego wieloma rodzajami ciast chcemy spróbować bez wyjątku każdego, przynajmniej po jednym kawałku! Podobnie działa grill — jeśli będzie tylko pierś z kurczaka czy tylko kiełbasa, to zjemy jeden kawałek i starczy. Ale gdy prócz tych dwóch będą jeszcze szaszłyki, ryby, karkówka — to będziemy chętni na wszystko. I po prostu zjemy znacznie więcej.
— Często na wakacje jeździmy na południe Europy. Czy dieta (i to akurat właściwy dla tego słowa kontekst) śródziemnomorska jest dobra?
— Tak. Dieta śródziemnomorska od lat zajmuje podium we wszystkich rankingach najzdrowszych diet, zaraz obok diety DASH [ang. Dietary Approaches to Stop Hypertension — dietetyczna metoda na powstrzymanie nadciśnienia] i diety fleksitariańskiej, czyli diety równoważnej, z ograniczeniem mięsa. W diecie śródziemnomorskiej mamy duże ilości warzyw, głównie zielonych, ale mamy tam też oliwę z oliwek, ryby i owoce morza, czyli kwasy tłuszczowe omega-3. Z kolei ograniczone są tłuszcze nasycone w postaci pełnotłustego nabiału czy czerwonego mięsa. Kraje śródziemnomorskie bazują głównie na warzywach, owocach, niewielkiej ilości produktów zbożowych, takich jak komosa ryżowa czy kasze. A z dodatków białkowych — chude mięso, ryby i owoce morza. Wszystko to jest zdecydowanie lżejsze niż nasz swojski, smażony kotlet schabowy.
— A makaron?
— Makaron wbrew wszelkim stereotypowym opiniom — wcale nie tuczy, jeśli wybierzemy ten pełnoziarnisty lub z pszenicy durum i ugotujemy go al dente.
— Czyli na południe Europy spokojnie jedziemy i zapychamy się tam na cały rok.
— Warzywami i rybami.
— Zdecydowanie. A jak skutecznie przekonać ludzi, zwłaszcza młodych, że sałatka warzywna jest lepsza niż fast-food? Przerabiałyśmy to już mnóstwo razy, a jednak widzę mnóstwo osób, które z apetytem zajadają się gotowymi daniami, hot-dogami, hamburgerami…
— Bardzo ważna jest edukacja. Żywność typu fast-food jest wysoce przetworzona. Taki hot-dog to najczęściej podgrzana biała, sztuczna bułka. Do tego parówka z mięsa niewiadomej jakości i pochodzenia — o ile tam w ogóle jakiś procent mięsa jest obecny. Różnie bywa. Poza tym sosy — majonezowe, keczupowe czy jeszcze inne. Reasumując: to nie jest zdrowy wybór. Kromka chleba z masłem byłaby zdecydowanie zdrowsza. Ale myślę, że nie przekonamy młodych ludzi do rezygnacji z fast-foodu, bo jest tego coraz więcej. Niestety — ostatnio idąc po jednej z olsztyńskich galerii handlowych, zauważyłam, że buduje się kolejna placówka z sieci wyspecjalizowanej w daniach fast-food. I po prostu mnie to przeraziło, bo uważam, że tego typu restauracji w Olsztynie jest bardzo dużo, praktycznie na każdym rogu. A to dodatkowo zachęca. Poza tym co rusz kuszą nas one jakimiś nowymi, wymyślnymi kanapkami, po 1500 kalorii każda. Pamiętajmy jednak, że nawet w restauracji serwującej fast-food można wybrać coś lepszego, na przykład sałatkę z kurczakiem, a za to bez tych wszystkich sosów. Albo tortillę z kurczakiem czy serem halloumi. Najgorszy jest jednak fakt, że po fast-foody najczęściej sięga młodzież — stojąc na przystanku, w drodze DO szkoły, w drodze ZE szkoły… A potem mamy epidemię otyłości wśród dzieci i młodzieży i Polska wciąż pozostaje w czołówce krajów, w których otyłość rozwija się najszybciej.
— Smutne.
— Niestety. Ostatnio udostępniłam w mediach społecznościowych post na temat otyłości u dzieci i młodzieży — w odpowiedzi dostałam komentarz: „bo polskie mamy gotują najlepsze obiady”. A jednak uważam, że bardziej winne są dania fast-food, słodzone napoje gazowane, podjadanie, omijanie śniadań. I skutek jest taki, że u coraz młodszych osób stwierdzamy podniesiony poziom trójglicerydów i cholesterolu — i stoi za tym właśnie spożywanie dużej ilości żywności przetworzonej. A do tego pamiętajmy, że dopóki ta młoda osoba sama nie zauważy, że naprawdę ma problem — nikt jej nie pomoże. To tak jak z odchudzaniem — czy lepiej: leczeniem otyłości u dzieci i młodzieży. Jeśli nastolatek w czasie pierwszej wizyty w moim gabinecie przyzna, że to mama chce, by on zrzucił zbędne kilogramy — nic z tego nie wyjdzie. Natomiast jeśli widzę, że młoda osoba sama źle się ze sobą czuje, że jej zależy — wtedy rzeczywiście jest szansa na sukces.
— Ale ostatnio, przeglądając media społecznościowe, natrafiłam na konto, które takim młodym ludziom właśnie oferuje pomoc w walce z otyłością. Chwali się nawet fotką sprzed 20 kilogramów, a potem kolejną po ich zgubieniu…
— Nie, nie polecam. Wykształcenie i doświadczenie dietetyka trzeba zawsze weryfikować. Dieta, jaka by ona nie była, czy leczenie otyłości, które ma dać ubytek kilogramów — to jednak leczenie. I powinni się nim zajmować fachowcy. Dlatego cieszę się, że do Sejmu w końcu trafiła ustawa o zawodzie dietetyka, która daje nadzieję na uregulowanie całej sytuacji. Tak, żeby osoby po weekendowych kursach nie psuły naszego środowiska i choćby w tych mediach społecznościowych nie wrzucały informacji o tym, że ułożą jadłospis za 15 zł — bo to będzie po prostu szablon ze sztucznej inteligencji, z której dziś już każdy z nas może sam skorzystać.
— Całkiem możliwe, że także te zdjęcia „przed i po” też sztuczna inteligencja stworzyła…
— Tak może być. Pamiętajmy, że nie ma szybkiego odchudzania. Kolejna prawda, którą często powtarzam pacjentom, jest taka, że tyle lat, ile pracowaliście na te swoje kilogramy — teraz musicie poczekać na ich redukcję. Bo leczenie otyłości to proces, który wymaga czasu, cierpliwości i wytrwałości. Proces, w którym przytrafią się potyczki i dopadną nas zniechęcenia. I będzie o jeden kawałek tortu za dużo, i popołudniowa kawa z ciastem, i wycieczka po hamburgera. Ważne jest jednak to, co my robimy dookoła — kamyczki wrzucone do naszego życia, tego, jak się odżywiamy i jak funkcjonujemy.
Magdalena Maria Bukowiecka
© pics: Freepi
Data publikacji: 21.08.2026